
Erasmus+ w Rimini – opowieść o patrzeniu, które uczy!
Do Rimini pojechaliśmy w dniach 21-26 października 2025 w ramach programu Erasmus+ i formuły job shadowing. W praktyce oznacza to jedno: obserwować pracę innych tak uważnie, by zrozumieć, co z tego można przenieść do własnego miasta i własnej pracy. Nie chodzi o podglądanie. Chodzi o uczenie się na żywym organizmie – w ciszy, z szacunkiem do gospodarzy i z pełną świadomością, że nie wszystkie szczegóły powinny trafić do internetu.
Byliśmy zespołem z Konina, złożonym z kilku perspektyw: ja – fotograf i reporter, dalej wspaniała malarka, lokalny dziennikarz-historyk, młody psycholog pracujący z tematyką senioralną oraz lokalny animator kultury, przedsiębiorca i pomysłodawca projektów senioralnych w Naszym regionie z partnerką – ekspertką programów Erasmus oraz miłośniczką podróży i poznawania nowych ludzi. Każde z nas patrzyło na to samo, ale widziało coś innego. Dzięki temu obraz był pełniejszy.
Na czym polegał mój udział
Moja rola nie kończyła się na dokumentowaniu. Przede wszystkim obserwowałem: jak pracują osoby, które nam powierzono, jak organizują przestrzeń, jak komunikują się z uczestnikami, co działa, co nie działa i co realnie da się przenieść do Konina. Zapiski robiłem „po drodze” – dosłownie: w trakcie spacerów do instytucji, między spotkaniami, w drodze, były to bardziej notatki głosowe – bo tak lubię pracować, choć operuję językiem wizualnym, czyli fotografią, w życiu codziennym jestem słuchowcem. Fotografia była narzędziem pamięci, a nie celem. Najważniejsza była analiza rytmu pracy i przekładalność rozwiązań.
Komponent kulturowy
Erasmus+ to nie tylko biurka i tablice. Program zakłada także poznanie miasta i jego kontekstu kulturowego. Bazą było Rimini – codzienność portowego miasta, kościoły, place, kawa, tempo dnia. Z Rimini wyruszyliśmy też do Rawenny (mozaiki, które uczą cierpliwego patrzenia) i do San Marino (miasto–państwo na skale, które pokazuje, jak wiele daje perspektywa). O tych miejscach opowiadam szerzej w dalszej części wpisu.
Po co mi to zawodowo
Piszę to jasno: region, w którym żyję, szybko się starzeje. Konin będzie wkrótce miastem, w którym większość mieszkańców to seniorzy. To fakt, z którym warto pracować mądrze.
Od lat prowadzę warsztaty fotograficzne dla seniorów; wiem, że najskuteczniej działa uczenie patrzenia i kompozycji, a nie przeciążanie technikaliami. Ten wyjazd był kolejnym krokiem: zebraniem dobrych praktyk i pomysłów, które można przełożyć na lokalne programy edukacyjne – od krótkich cykli 3-4-dniowych po dłuższe szkolenia. Rozwijam to jako moją kolejną specjalizację: fotograficzna edukacja senioralna + reportaż z wydarzeń i wyjazdów.

Rimini – baza wypadowa i małe wielkie odkrycia
Rimini potraktowaliśmy jak „warsztat pod chmurką”. Rano praca obserwacyjna w ramach job shadowingu Erasmus+, po południu – poznanie kulturowe. To drugie było równie ważne, bo kontekst zawsze pomaga lepiej rozumieć ludzi i ich rytm dnia. Rimini działa jak miękki wstęp do pracy: krótkie dystanse, rytm miasta bez nerwów, dużo punktów „po drodze”, gdzie można złapać rozmowę i notatki. Wspólny marsz od miejsca do miejsca budował nam tempo dnia i naturalną integrację.
Spacer po centrum to szybka lekcja historii w wersji skróconej. Łuk Augusta (27 r. p.n.e.) zamyka starożytną Via Flaminia i od dwóch tysiącleci przypomina, że tu rządzili Rzymianie; dziś to czytelny punkt orientacyjny dla każdego, kto lubi proste kompozycje i mocne linie w kadrze. Kilka kroków dalej Most Tyberiusza – pięć półkolistych przęseł z białego kamienia istriańskiego, które przeżyły powodzie, pożary, a nawet próby wysadzenia; dobry test dla zdjęć z odbiciem w wodzie i dla cierpliwości przy długich czasach migawki. Na deser Tempio Malatestiano – surowy z zewnątrz, finezyjny w środku, idealny do ćwiczeń „światło kontra kamień”. Jeszcze jedna ciekawostka Tempio Malatestiano kryje ślad renesansowej ambicji Sigismonda Malatesty. Alberti potraktował fasadę jak antyczny łuk triumfalny. W środku jest też związek z Piero della Francesca. Sztuka mówi tu głośniej niż przewodnik.
Po drugiej stronie mostu zaczyna się Borgo San Giuliano – dawna dzielnica rybacka, dziś galeria pod gołym niebem. Murale opowiadają tu historie mieszkańców i mrugają do Felliniego – świetne miejsce, by pokazać uczestnikom, jak „czytać” ściany miasta i łapać detal, zanim zniknie w cieniu popołudnia.
Co przenoszę do pracy z seniorami: krótkie, konkretne zadania „z trasy” (np. 3 kadry: linia, faktura, człowiek w przestrzeni) zamiast wykładów. Przy spacerze to działa najlepiej – uczy patrzeć, nie teorii.



Ravenna – miasto, w którym światło mówi szeptem
Ravenna to osobny rozdział. Wchodzisz do Mauzoleum Galli Placydii i nagle robi się ciszej. Niebieskie niebo z mozaik nad głową, złote krzyże i gwiazdy, które nie gasną – idealna lekcja, jak pracować z ciemnością i punktowym światłem. Obok San Vitale z imponującą kopułą i mozaikami, które wyglądają, jakby ktoś je ułożył wczoraj, choć mają wieki. Dla fotografa to sala ćwiczeń z ekspozycji: półmrok, blask, kolor szkła i kamienia. Mozaiki nie są „płaskie”. Szklane kostki są lekko przechylone pod różnymi kątami, dlatego błysk ślizga się po nich, kiedy idziesz. To sprawia wrażenie, jakby obraz żył (Ravenna to zespół wczesnochrześcijańskich zabytków UNESCO – m.in. San Vitale, Mauzoleum Galli Placydii, baptysteria i bazyliki ze słynnymi mozaikami). W Mauzoleum Galli Placydii granatowe sklepienie usiane gwiazdami wygląda jak noc, która nie gaśnie. Z bliska widać, że gwiazdy nie są identyczne. Ten „niedoskonały porządek” daje efekt głębi. Natomiast Sant’Apollinare Nuovo – rząd świętych idzie w milczeniu, ale rytm jest niemal muzyczny. Powtarzalność postaci uspokaja. To dobre miejsce, by zrozumieć, co znaczy „opowieść w sekwencji”.
Ciekawostka, którą warto mieć w głowie: mozaiki w Ravennie świetnie „znoszą” miękkie światło; zdjęcia robią się lepsze, gdy nie walczysz o ISO 100, tylko przyjmiesz wyższe czułości i stabilny chwyt. Tu bardziej liczy się oddech niż szum.
Ravenna to przykład, jak prowadzić spotkanie edukacyjne w tempie przyjaznym seniorom: miejsca z ławkami, krótsze odcinki, sensowne przystanki na rozmowę. Dobra metafora pracy u nas: mniej bodźców naraz, więcej czasu na zrozumienie. Ravenna działa terapeutycznie na uwagę. „Powoli, blisko, precyzyjnie” – ten rytm przydaje się na warsztatach z kompozycji, zwłaszcza dla seniorów. Uczą się „czytać” obraz, zanim nacisną migawkę.



San Marino – miasto na skale, republika na legendzie
Przyjechaliśmy tu w ramach części kulturowej wyjazdu. Dla mnie to był spacer po żywej pocztówce Europy. Niby mikro-państwo, a historia aż dźwięczy w kamieniu. San Marino wyrasta z Monte Titano jak warowny okręt. Na jego grzbiecie – ulice, wieże, place, zapach kawy i wiatr niosący daleki błękit Adriatyku.
Miasto/Państwo okazało się idealnym „dniem kulturowym” naszej mobilności Erasmus+ w Rimini: małe państwo na zboczach Monte Titano (739 m), do którego z Rimini dojeżdża się autobusem w niespełna godzinę, a potem wjeżdża kolejką Funivia z Borgo Maggiore prosto na historyczne wzgórze. Miasto-państwo, które od 301 roku opowiada tę samą historię o wolności (założyciel: kamieniarz Marinus), dziś wciąż działa po swojemu: dwóch Kapitanów Regentów rządzi przez pół roku, ustrój z dwoma kapitanami-regentami działa jak bezpiecznik – po zakończeniu półrocznego urzędowania obywatele mogą przez trzy dni zgłaszać skargi na ich działania – tradycja kontroli władzy w wersji mikro-państwa, ale z dużą myślą konstytucyjną stare miasto i Monte Titano są na liście UNESCO (od 2008), a straż Guardia di Rocca pilnuje rytuałów i granic bez granic. Fotograf patrzy tu inaczej: Trzy Wieże – Guaita, Cesta i Montale – układają się w naturalny tryptyk kompozycyjny; mury prowadzą kadr jak linia melodyczna, a światło popołudnia rzeźbi kamień na ciepły miód. Pomiędzy wieżami pachnie piadiną i chrupie Torta Tre Monti (lokalny waflowy „monument”), w sklepach kuszą znaczki i monety (raj filatelistów i numizmatyków – to też część tożsamości), a na placu Cava dei Balestrieri przypomina o sobie tradycja kuszników. Stare miasto jest strome, ale system wind i ciągów pieszych sprawia, że seniorom jest tu łatwiej niż sugerują mapy – to cenna obserwacja pod edukację senioralną i planowanie spacerów fotograficznych: krótkie odcinki, punkty odpoczynku, ćwiczenia z perspektywy i rytmu murów zamiast teorii o przysłonach. Dla mnie ten dzień był praktyczną lekcją tego, jak łączyć reportaż z wyjazdu z łagodnym, „użytecznym” kształceniem: proste zadania kompozycyjne (wieża jako punkt ciężkości, gra linii murów, horyzont nad Apeninami), praca w trybach automatycznych i nacisk na opowieść kadrem. I jeszcze jedno – San Marino nie jest w UE ani Schengen, ale używa euro i żyje w pełnej symbiozie z okolicą; granica jest umowna, a w głowie zostaje to, co najważniejsze: zwiedzanie San Marino to kontakt z żywą tradycją, która świetnie przekłada się na fotoreportaż, warsztaty dla seniorów i zwykłą radość odkrywania.
Jeśli kiedyś będziesz tu i wpadnie Ci do głowy myśl – „co zobaczyć w San Marino”: zacznij od Guaita, wejdź do Cesta po widoki na Apeniny, skręć do Piazza della Libertà (Pałac Publiczny), zajrzyj na wystawę znaczków, a na koniec wróć Funivią, gdy miasto zapala latarnie – wtedy naprawdę widać, dlaczego to najmniejsze państwo potrafi zostawić największe wrażenie.
San Marino to szybki, treściwy „moduł” między sesjami roboczymi: krótki dojazd z Rimini, kompaktowe zwiedzanie, silny efekt „wow” z wież. Z perspektywy integracji – wspólna funivia, wspólne wejście na mury i jedna scena zmiany warty = trzy naturalne momenty do grupowych kadrów i rozmów.



Co zabieram do Konina – z job shadowingu do edukacji senioralnej
Doświadczenie, które staje się metodą
Rimini dało mi coś więcej niż notatki: porządek w głowie. Ugruntowało to, co już robię z seniorami w fotografii. Najlepiej działa prostota. Mniej teorii o sprzęcie, więcej praktyki kompozycji i opowiadania obrazem. Krótkie ćwiczenia, jasny cel, natychmiastowy efekt. Spokojne tempo i praca na realnych sytuacjach: spacer fotograficzny, detal architektury, twarz w świetle okna, własna historia zapisana w kadrze. Seniorzy szybciej robią postęp, kiedy pracują na swoich zdjęciach i widzą poprawę od razu. Wprowadzę stały rytm zajęć: krótkie moduły 60-90 minut, cykle 3-4-dniowe oraz dłuższe programy kwartalne. W centrum zawsze będzie obecność i kompozycja, a technika tylko jako narzędzie. To doświadczenie z Erasmus+ (job shadowing) porządkuje mój warsztat edukatora: proste instrukcje, życzliwa korekta, małe sukcesy, które budują odwagę. Taki model przenoszę do Konina – do warsztatów fotograficznych dla seniorów, które już prowadzę i które chcę rozwijać.
Po co to Koninowi – sens wymiany i wartość dla regionu
Mój region się starzeje. To fakt demograficzny, ale może stać się siłą. Dobrze zaprojektowana edukacja senioralna w fotografii włącza społecznie, wzmacnia poczucie sprawczości i buduje pamięć miejsca. W Rimini zobaczyłem, jak dużo daje współpraca instytucji i jak działa wymiana wiedzy między miastami. Ten model przenoszę do Konina: partnerstwa z domami kultury, bibliotekami, UTW i organizacjami lokalnymi; warsztaty, które łączą uczenie się z tworzeniem archiwum wspólnych obrazów; projekty międzypokoleniowe, w których fotografia staje się językiem porozumienia. To praktyczny efekt Erasmus+: realne narzędzia, które pomagają seniorom wejść w świat obrazu bez bariery technicznej. A dla miasta – lepszy wizerunek, gotowy materiał PR, żywa opowieść o ludziach. Dlatego obok reportaży z wyjazdów incentive rozwijam specjalizację „fotograf-edukator senioralny” w Koninie: warsztaty fotograficzne dla seniorów, cykle szkoleniowe i projekty, które zamieniają doświadczenie w kadry, a kadry w trwałą wartość dla społeczności.
Podsumowanie
Ten wyjazd Erasmus+ (job shadowing) do regionu Rimini był czymś więcej niż podróżą. Pozwolił mi zobaczyć jak realnie pracują instytucje i ludzie, z którymi później współpracuję jako fotograf i edukator. Zabrałem do Konina konkret: praktyczne pomysły na fotograficzną edukację senioralną, lepsze sposoby pracy w grupie, pomysły na zajęcia w terenie i muzeach. A przy tym powstał fotoreportaż zagraniczny z Rimini, Rawenny (mozaiki) i San Marino – materiał, który łączy kulturę, codzienność i detale ważne dla opowieści. To właśnie taki storytelling obrazem chcę rozwijać dalej: blisko ludzi, z uważnością i bez „folderowej” sztampy.
Jak mogę Tobie pomóc czyli autopromocja 🙂
Jeśli organizujesz wyjazd incentive, projekt Erasmus+ albo wydarzenie miejskie, pomogę Ci je opowiedzieć fotograficznie od A do Z: reportaż, portrety, detale, materiały dla PR/marketingu. Prowadzę też warsztaty fotograficzne dla seniorów (cykle lub intensywne 3-4 dni), oparte na kompozycji, patrzeniu i prostych narzędziach. Szukasz fotografa wyjazdów zagranicznych z doświadczeniem w pracy z grupą i w edukacji? Napisz – przygotuję plan zdjęć, harmonogram i gotowy zestaw kadrów do publikacji.
